Le Marais: Pierwszy Pop-Up Âme Dare

W lutym pokazałyśmy się w Marais. Mały wieszak, w mieście, w którym nigdy wcześniej nie byłam, kilka miesięcy po powstaniu marki.

Wciąż nie potrafię napisać tego zdania bez chęci, by je złagodzić. Żeby wyjaśnić, jak mały był ten wieszak, na wypadek gdyby ktoś wyobrażał sobie więcej, niż faktycznie było. Większość tej historii mieści się właśnie w tym odruchu.


Wiadomość w grudniu

Padał śnieg tego dnia, kiedy napisała do mnie Joanne. Prowadzi Shaare, przestrzeń multibrandową w Paryżu, i zaproponowała Âme Dare miejsce w niej.

Przeczytałam wiadomość. Odłożyłam telefon. Przeczytałam ją jeszcze raz.

Marais to miejsce, w którym siedzą marki z długą historią — nazwiska, które zna każdy, domy mody starsze ode mnie. Nigdy nie byłam w Paryżu. Ani razu, nawet jako turystka, nawet na jeden dzień. A ktoś pytał, czy chciałabym umieścić tam swoje ubrania.

Nie odpowiedziałam przez kilka dni. Nie dlatego, że to rozważałam. Dlatego, że nie wiedziałam, co się mówi w takiej sytuacji.

Kiedy w końcu zaczęłam myśleć praktycznie, rachunek był prosty i bezlitosny. Przygotowanie, produkcja, wysyłka rzeczy, lot, miejsce do spania, budowa ekspozycji, stanie przy niej przez tydzień — wszystko to spadało na mnie. Nie było nikogo, kto mógłby pojechać ze mną. To przerażało mnie bardziej niż pieniądze.


Dwadzieścia pięć euro

Kiedy otworzyłam wyszukiwarkę lotów, szukałam tylko tego, co było przecenione. To było całe kryterium. Nie daty, nie godziny — tylko to, na co mnie było stać.

Był bilet do Paryża za dwadzieścia pięć euro.

Siedziałam z tą liczbą przez chwilę. Nie jestem przesądna i zwykle nie szukam znaków. Ale potrzebowałam czegoś spoza mojej własnej głowy, co powiedziałoby mi, że dam radę — i to właśnie się pojawiło.

Potem pojawiła się druga rzecz. W tych samych dniach w Paryżu odbywało się Première Vision — targi tkanin, po których od dawna, cicho, marzyłam chodzić, jeszcze zanim istniała marka, dla której mogłabym to robić.

Dwie rzeczy, których po cichu pragnęłam od lat, spotkały się w tym samym tygodniu, w mieście, którego nigdy nie widziałam. Przestałam się ze sobą kłócić i kupiłam bilet.


Co podróżowało ze mną

Rzeczy pojechały wcześniej kurierem. To, co nie zmieściło się w tej przesyłce, podróżowało ze mną — w małej czarnej walizce z naszą nazwą przyklejoną z boku.

Oznaczyłam ją tak, jak oznacza się ładunek, jakby ta walizka była częścią logistyki marki, a nie po prostu moim bagażem. Stojąc na lotnisku i patrząc na nią, czułam się jednocześnie trochę absurdalnie i całkiem poważnie.

To była pierwsza podróż Âme Dare gdziekolwiek.

Walizka z etykietą Âme Dare na lotnisku, luty 2026

Przylot

Paryż z okna samolotu był ogromny, szary i całkowicie obojętny wobec mnie, co w jakiś sposób dawało poczucie stabilności.

Paryż widziany z okna samolotu w lutym

Wieszak ustawiłam sama. Sama powiesiłam każdą rzecz, wyrównałam ramiona, przesuwałam wieszaki o centymetr, aż linia wyglądała dobrze, wystawiłam kartkę z naszą nazwą. Wokół mnie stały inne marki, inne wieszaki, lata pracy innych ludzi.

Potem stanęłam obok naszego i czekałam, co się wydarzy.


Première Vision

Nie poszłam po inspirację. Poszłam, żeby zrozumieć, jak naprawdę działa ta branża — skąd bierze się tkanina, kto ją robi, na jakich warunkach.

Wejście do Hali 6 na Première Vision w Paryżu

Pierwsze, co mnie uderzyło, to skala wyboru. Hala za halą, tkalnie i garbarnie, każda z własnym sposobem pracy. Spędziłam ten dzień, wybierając na podstawie tego, co ludzie mogli mi dać do ręki, i wyszłam z kontaktami, które nadal uważam za jedne z najlepszych, jakie znalazłam. Piotr, z hiszpańskiego domu skórzanego, opisał próbki, których nie mogłam odłożyć — materiały, z których pewnego dnia chciałabym zbudować nowe sylwetki.

Próbki tkanin z ręcznie zapisanymi cenami na Première Vision

Nie wszystko jest jeszcze dla nas. Wiele z tych domów pracuje w wolumenach, których nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Mimo to zachowałam każdy kontakt.

To, co z tego wyniosłam, to jak wąsko dotąd myślałam. Ta branża jest ogromna, i na niemal każde pytanie znajdzie się w niej gdzieś odpowiedź. Cała praca polega na tym, by wiedzieć, jak patrzeć — i rozpoznać to, co dzieli twoją intencję, kiedy już to znajdziesz.

Wyszłam z torbą próbek, kartką kontaktów i stopami, które bolały przez dwa dni. Jeden dzień był daleko niewystarczający.


Dlaczego Paryż

Ludzie pytają, dlaczego nie Warszawa. Kocham to miasto, a patrzenie, jak rosną tu polskie marki, to jedna z przyjemności pracy stąd. Jeśli pojawi się odpowiednia przestrzeń, Âme Dare pokaże się też w Warszawie.

Ale Paryż jest większy w sposób, który nie ma nic wspólnego z rozmiarem. Ludzie przyjeżdżają tam specjalnie, żeby zobaczyć coś, czego nie widzieli w domu, z uwagą już włączoną. W ciągu tygodnia poznałam ludzi z krajów i kontynentów, do których nigdy bym nie dotarła z wieszakiem gdziekolwiek indziej.


Po co sięgali

Po wszystko, co miałyśmy w tamtym czasie: Zoye, Alen i Dune. Trzy rzeczy na jednym małym wieszaku.

Płaszcze Âme Dare na wieszaku w Shaare, Marais, Paryż

Nie spodziewałam się, że to Alen będzie tym wybieranym. A był — konsekwentnie. Joanne opowiedziała mi później, że obserwowała ludzi, którzy wchodzili, przesuwali wzrokiem po wieszaku i zatrzymywali się właśnie tam. To była rzecz, którą wskazywali palcem, i pierwsza, którą większość chciała przymierzyć.

Jestem surowa wobec własnej pracy, surowsza niż ktokolwiek inny. Ale ich rozumiem. Alen ma w sobie lekkość, którą trudno sfotografować i niemożliwe przeoczyć w pomieszczeniu.


Usłyszeć to na głos

Nikt, kto przyszedł, nie znał marki. Âme Dare nie opiera się na mnie — nie jestem osobą publiczną, moje grono jest małe, i za etykietą nie ma nic poza sylwetkami i tym, co jesteśmy w stanie osiągnąć przy bardzo małym budżecie.

Dlatego ten tydzień jednocześnie coś ze mnie zabrał i coś mi dał.

Każde zamówienie online opuszcza to miejsce z drżącymi rękami. Pracujesz nad rzeczą miesiącami, pakujesz ją, wysyłasz do kobiety, której nigdy nie spotkałaś, a potem czekasz. Były dni, kiedy myśl, że może otworzyć pudełko i nic nie poczuć, ważyła więcej niż cała praca, która w to poszła.

W Paryżu, po raz pierwszy, usłyszałam odpowiedź na głos. Od ludzi stojących przede mną. Dotykających wełny, odwracających rękaw, mówiących, co myślą, nie wiedząc, co to dla mnie znaczyło.

Noa i Biel — dziękuję za to, co powiedzieliście o Dune tamtego dnia. Nie mogliście wiedzieć, jak bardzo potrzebowałam to usłyszeć.


Co przywiozłam do domu

Torbę próbek. Kartkę kontaktów. Obolałe stopy. Kilka osób, z którymi jestem w kontakcie do dziś, miesiące później.

I coś trwalszego niż to wszystko: wiedzę, że ta praca dociera do ludzi, kiedy postawi się ją przed nimi. Nie do wszystkich. Ale do właściwych — a oni gdzieś tam są, w miastach, w których jeszcze nie byłam.


Co dalej

Szukam kolejnych przestrzeni — sklepów multibrandowych i pop-upów, których estetyka i sposób myślenia są bliskie naszym. W Warszawie i gdzie indziej.

Jestem w tym trudna. Mówię tak tylko temu, co przekona mnie, zanim jeszcze skończę to analizować, co sprawia, że poszukiwania trwają dłużej, niż mogłyby. Dla marki, która nie produkuje w dużych ilościach, to wydaje się właściwe.

To, czego chcę, jest wąskie. Żeby kiedy kobieta myśli o płaszczu, na myśl przychodziła jej Âme Dare — robiona ręcznie od początku do końca, w liczbie na tyle małej, że będzie jedną z bardzo niewielu osób na świecie noszących ten projekt. Niektóre rzeczy z czasem będą powstawać w większych ilościach. Ta bliskość to część, z której nie zamierzam zrezygnować.

Darya w Paryżu nocą, luty 2026

Darya

Founder & Designer